Wielu z nas odczuwa trudy stawiania czoła kolejnym wyzwaniom dnia codziennego. Ciągła pogoń za wyższą pensją, lepszą pracą, dobrym wychowaniem dzieci czy też znalezieniem partnera. Niby nic nadzwyczajnego aczkolwiek dla wielu z nas wiąże się to z ogromną presją, zmęczeniem czy też rosnącym poczuciem niedoskonałości. Wpisujemy się w ramy oczekiwań powszechnie akceptowanych przez społeczeństwo. Nie chcemy odstawać od wbudowanych kanonów społecznych, wręcz boimy się odrzucenia jeśli nie spełnimy warunków jakie nam stawiają. Starając się tak mocno przestajemy widzieć własne potrzeby, zrzucamy je na dalszy plan. Dla większości nie stanowi to problemu, takie mamy czasy i trzeba się dostosować. Czy naprawdę tak jest czy tylko staramy się ukryć codzienną walkę z wewnętrznym bólem jaki odczuwamy? Bólem, którego nie potrafimy nazwać, a coś bez konkretnej definicji lub nazwy przecież nie istnieje.

Depresja kojarzy się głównie z brakiem sił witalnych, ciągłym odczuwaniem smutku lub zmęczenia. Stąd większość osób potencjalnie chorujących nie zdaje sobie sprawy, że to tylko jedne z objawów jakie mogą wskazywać na chorobę. Bo przecież osoba osiągająca sukcesy na tle zawodowym czy rodzinnym, prowadząca aktywne życie, posiadająca kontrolę nad wszystkim co robi nie spełnia podstawowych objawów jakie wiązane są z pojęciem depresji lub jej pochodnych. I tu nasuwa się pytanie czy te wszystkie działania nie mają na celu ochronić nas przed przyznaniem przed samym sobą jak i społecznością, że gdzieś wewnątrz nie jesteśmy z siebie zadowoleni, że wciąż musimy udowadniać swoją wartość jakbyśmy nie byli jej pewni. Tworząc zasłonę dymną wypieramy problem, który sami wyczuwamy lecz nie chcemy się z nim zmierzyć, wmawiając sobie że to nic takiego. Nic bardziej mylnego, gdy pomimo pozornego zadowolenia z naszych osiągnięć wciąż odczuwamy brak czegoś lub nie potrafimy dłużej cieszyć ze swoich sukcesów jest to sygnałem, że być może popadamy w wewnętrzny konflikt. Nie jest powiedziane, że to akurat jest objaw depresji lecz warto się temu przyjrzeć i nie czuć wstydu, gdy poprosimy o pomoc. Często dowiadujemy się, że ktoś choruje lub chorował, dopiero po ostatnim akcie wołania o pomoc (próba samobójcza lub samo samobójstwo). Zadajemy wtedy pytanie dlaczego? Przecież to był wesoły człowiek, miał dobrą pracę i rodzinę. Używam tutaj najprostszych schematów choć możliwości jest o wiele więcej.

Tym krótkim wpisem chcę uczulić nas abyśmy baczniej przyglądali się sobie oraz naszym bliskim a także dalszym osobom z naszego otoczenia. Często najprostsze zainteresowanie może pomóc komuś zrzucić maskę pod która chowa swoje cierpienie  i w porę poprosić o pomoc. Nie lekceważmy najmniejszych problemów z jakimi borykają się inni, zwłaszcza gdy postanawiają się nimi z nami podzielić.

Barbara Kosińska